|
|
Kuchnia
Rybna
Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić
z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.

Przysmacz
Rybkom
Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś
podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.

Łowiska
Jeziorowe
Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a
opublikujemy.

Sprzętowo
To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim.
< więcej >
Linkownia
W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >
| |
 |
Kuchnia Rybna
Pstrąga tęczowego
trzeba oskrobać, wypatroszyć
i filetować wraz ze zdjęciem skóry. Tymi odpadkami u mnie zajmują się Filek i Hipcio (koty).
Filetowanie idzie gładko. Łatwo z kręgosłupem odchodzi reszta
ości palcami. Mięso też łatwo odchodzi od skóry. Płetwy wycinamy. Myjemy i wsadzamy do lodówki
(zamrażamy). Zamrożoną rybę trzemy na tarce.
Teraz poczekać aż odmarznie (szybko), posolić według
upodobania, wymieszać i porcjować na talerzyki. Porcje należy przystroić w surowe żółtka, doprawić po
wierzchu mielonym pieprzem do smaku, posypać obranym ze skóry drobno pokrojonym kwaszonym
ogórkiem i drobno posiekaną cebulką. Jeszcze tylko świeży chrupiący chlebuś z masełkiem i raj w
gębie. Myślę, że dla zaostrzenia smaku wskazana byłaby setuchna.
Można tęczaka zastąpić potokowcem lub trotką.
Łosoś byłby już całkowitą rozpustą.
Anna Michalska
Liny sprawić
bez skrobania i zdzierania skóry. Podzielić na dzwonka. Lekko posolić, skropić cytryną i wstawić
do lodówki na 2 godziny. Następnie obtoczyć w roztrzepanym jajku i tartej bułce. Smażyć na
patelni na maśle (sporo nie żałować).
Sos przygotowujemy na rosole. Zrobić zasmażkę nie
rumieniąc jej i rozprowadzić rosołem. Zagotować i połączyć ze śmietaną. Podgrzewać nie gotować
zaciągnąć surowym żółtkiem. Sos śmietanowy robimy na gęsto, konsystencji kremu. Do tak zrobionego
sosu dodajemy drobno posiekany koperek bez łodyżek lub szczypiorek siedmiolatek. Wymieszać.
Chwilę jeszcze podgrzewać.
Na talerzu obok kartofli piure układamy smażonego lina i masłem ze
smażenia polewamy ziemniaki. Sos podajemy obok ryby i kartofli, tak aby odłamywane kawałki ryby
zanurzać w sosie. Surówkę wedle życzeń i upodobań podajemy osobno. Nieodzowne jest także podanie
białego wina.
Anna Michalska
To prosta potrawa i szybka do wykonania. Bierzemy trzy do czterech leszczy i je oprawiamy, a potem filetujemy.
Teraz filetowane mięso leszcza, ok 70 dkg, mielimy dwa razy przez maszynkę do mięsa. Odciskamy wodę z mielonego mięsa. Moczoną w wodzie i odciśniętą jedną większą kajzerkę, mielimy i dodajemy ją do mięsa. Potem wbijamy 1 jajko i dodajemy posiekany pęczek pietruszki. Jak będzie to mały pęczek, to musimy dać dwa pęczki pietruszki.
Następnie do tego wszystkiego dodajemy pieprz i sól do smaku. Wszystkie składniki mieszamy i formujemy kotlety. Przy formowaniu można wziąć miseczkę z woda i przed formowaniem kolejnego kotlecika, moczyć ręce w wodzie. Wtedy łatwiej formować i wychodzą ładniejsze kotleciki.
Na talerzyk bierzemy bułkę tartą, ok. 4 łyżek i obtaczamy kotleciki w bułce. Smażymy na gorącym oleju.
Kotleciki podajemy z kartoflami piure i surówką. Najlepsza jest surówka z białej kapusty z marchewką lub ogórek kiszony. Szklaneczka piwa tyskiego dopełni całości.
Smacznego
Małgorzata Ziółkowska
Przedstawiam przepis na pyszne sznycle.
Potrzebne będą:
2 kg karpia - 1 kg po sprawieniu
2 ząbki czosnku (nieduże)
1,5 średniej cebuli
Ponadto: bułka namoczona w wodzie (jedna ale dość spora), bułka tarta, 2 jajka, przyprawy (sól, pieprz, przyprawa do ryb).
Rybę (rybki) czyścimy, obcinamy głowę, płetwy, wyciągamy wnętrzności i tak dalej...
Następnie bardzo dokładnie płuczemy... Wycinamy kręgosłup.
Szykujemy maszynkę do mielenia. Wypłukane mięso ryby mielimy w maszynce 2-4 razy.
Sprawdzamy, jeżeli nie czuć już żadnych ości mielimy namoczoną bułkę (oczywiście wcześniej ją wyciskając z wody), mielimy również czosnek, i obraną cebulę. Do tego dodajemy 2 jajka, przyprawy i całość mieszamy, najlepiej ręką.
Jeśli konsystencja całości jest za rzadka, dodajemy trochę bułki tartej. Następnie lepimy ładne talarki, obtaczamy w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju.
Teraz można podać danie albo z chlebem, albo z ziemniaczkami.
Życzę smacznego.
Michał Głuszek z Gdowa
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz
 | autor - MDMD napisał: O królu!!!!!!!! Po przeczytaniu tych przepisów o mały włos z głodu przed kompem nie padłem........
September 2, 2005 11:31 pm 83.24.29.232 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: To idź się posil , a potem wróć i napisz jakiś przepis na potrawę, aż ludziom z wrażenia. Zapobiegniesz w ten sposób kolejnym ofiarom głodu 
September 3, 2005 1:06 pm 82.210.136.33 | 
|
 | autor - Michał Głuch napisał: jak mogę dodać przepis na rybkę........?
znam naprawdę bardzo dobry przepis , który sam wymyśliłem,podzielę się niem ale musicie mi napisać jak wam taka rybka smakuje......
pozdrowienia
M G
November 26, 2005 9:12 pm 195.117.76.2 | 
|
 | autor - dawcio napisał: Tatar z Tęczaka
po przeczytaniu tego artykułu zrobiło mi się głodno bo taki tatar z cebulką chlebusiem...diament dla podniebienia! Spróbuję zrobic. Na pewno będzie przepyszne. A jak nie to i tak sie zje.. Pozdrawiam<3m się>
December 27, 2005 6:21 pm 84.40.233.37 | 
|
 | autor - Marek Z.G. napisał: Mniam!! \'Odlot!! tylko skąd wziąść teraz świeżą rybkę jeziorową?? Pozdro!!! ps. najlepsze na świecie jedzenie to polskie płotki z czystej wody, smażone na oleju, obtoczone jajkiem i bułką tartą. = ideał!!!
January 6, 2006 6:07 pm 83.20.4.127 | 
|
 | autor - ja napisał: czemu tu nic ciekawego niema ;d;d ;(;(;(
January 20, 2006 5:28 pm 83.29.17.69 | 
|
 | autor - kacper napisał: smaczne danie na sniadanie
January 26, 2006 8:52 pm 83.11.175.82 | 
|
 | autor - Wędkarz P@weł napisał: mmmmmmmmmniam..... po przeczytaniu przepisu na \'\'kotleciki z leszcza\'\' poczulem GŁOD, więc następnego dnia wyruszyłam na rybki (na przerembel) i złapalem 8 płotek !! i z nich wykonałem te kotleciki NAPRAWDE SPRUBOJCIE ZROBIC TO SAMO Z PŁOTKĄ. Pozdrawiam wszystkich ktorzy ochaja Rybki
________________________________
Wszędzie dobrze, ale na rybach najlepiej !!! 
February 20, 2006 10:41 pm 83.238.165.145 | 
|
 | autor - daniel napisał: Kurcze. Jak widze te potrawy to na mysl przychodzi tylko jedno.
\
February 26, 2006 2:40 pm 83.11.69.126 | 
|
 | autor - elutka napisał: uwielbiam ryby ale kotlety rybne to okropnosc!!!!! ))pozdrawiam tatusia wedkarza )
March 18, 2006 11:17 pm 82.160.136.253 | 
|
 | autor - bubu napisał: siedze w GB jezdze co niedzila na rybki, lowie sobie okonki po 40-kilka, szczupaczki po pare kilo i nikomu nawet nie przysni sie jak smakuje taka rybka
pozdrawiam i smacznego (pewnie juz niedlugo}
March 21, 2006 11:39 pm 88.109.218.246 | 
|
 | autor - Tadeusz napisał: W wieku 5 lat, obecnie mam 70, przebywaliśmy na Syberii nad którymś z dopływów rzeki Tunguzki, która jest dopływem Jeniseju. Tam widziałem jak miejscowy człowiek przyrządzał sobie zupę rybną. Miał coś w rodzaju sita, którym kilkakrotnie nagarnął drobnicy na płytkiej wodzie. Gotował to w kociołku nad ogniskiem, dolawszy uprzednio wody z rzeki.
March 26, 2006 12:23 pm 83.27.86.216 | 
|
 | autor - Mati napisał: Obojetnie jaka ryba
patroszymy i obcinamy pletwy, potem ladnie myjemy przyrzdzamy pyszna marynatke ( pomiedzy mieso wkladamy cebule, zalewamy sosem przez nas zrobionym ( oliwa i jakies przyprawy) kladziemy w folie aluminiowa lezy 24 h w lodowce zeby ladnie przeszlo i na grila do tego ziemniaczki z grila .. po prostu niebo w gebie
May 1, 2006 9:14 am 194.116.138.52 | 
|
 | autor - ryboflawina napisał: Wszystko si ale czamu tyskie!!????
Wole LESZKA lub ŻYWCA.....
May 9, 2006 3:35 am 80.53.240.50 | 
|
 | autor - ryboflawina napisał: Węgorz wędzony!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nic dodać nic ująć tylko browarek i węd:zony węgorz!!!! 
May 9, 2006 3:37 am 80.53.240.50 | 
|
 | autor - vesrs napisał: dodajemy hszanu i dupa
May 16, 2006 1:18 pm 83.19.185.164 | 
|
 | autor - kacper napisał: Czy ktoś mógłby napisać parę przepisów na grilka. oczywiście ze świeżo złowionej rybki.
May 26, 2006 12:18 pm 83.14.164.93 | 
|
 | autor - Łukasz napisał: Te kotleciki z leszcza to po prostu niebo w gebie.polecam wszyskim sprubowac
June 6, 2006 4:51 pm 217.117.130.131 | 
|
 | autor - KALA napisał: kotleciki z leszkow to pychota moja matula robi (ocenzurowano!)iste , nie zapomnijcie rybki przed zmielaniem wymoczyc w mleku ;-D
July 16, 2006 10:07 pm 83.24.159.38 | 
|
 | autor - okonek napisał: Mam pytanie dotyczące skrobania okonia chodzi o to że okonia oskrobać jest trudno czytając wiadomości wędkarskie w kąciku rad napisano żę okonia oskrobać można kapslem od piwa przyklejonym do np.rączki drewanianej lub polać go gorącom wodą i wtedy będzie o wiele łatwiej mam również pytanie osobiste czy czyta pan czasopisma wędkarskie jeśli tak to jakie.Z góry dziękuje i pozdrawiam!
August 8, 2006 11:48 am 83.16.39.46 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Kapsel raczej przybity lub przykręcony do drewnianej rączki. Są w sprzedaży skrobaczki. Płaski kawałek metalu z rączką. Na płaskiej części są w szachownice nacięte rowki. Też skuteczne skrobaczki. Czasopisma kiedyś czytałem prawie wszystkie jakie się ukazywały. Teraz już rzadko sięgam do nich. Za dużo w nich zwykłego ble ble ble i rad wyczynowców, które zupełnie nijak się mają do rzeczywistości hobbystycznego połowu wędkarskiego.
August 8, 2006 5:07 pm 212.76.33.81 | 
|
 | autor - Krzysztof napisał: Odnośnie kotletów z leszcza-mielone z ryby mogą być z każdego gatunku słodkowodnego,oprócz pietruszki możemy dodaćodrobinę tymianku i bazylji-będą w/g mnie lepsze w smaku.
August 14, 2006 5:39 pm 83.28.126.130 | 
|
 | autor - eustachy napisał: Odnosnie Tatara z Teczaka. Tak sie sklada, ze przeplywalem przez 17 lat we flocie rybackiej i tam doswiadczalem roznych kulinarnych przepisow z owocami morza. Tatara robilismy czesto z krolewskiego, dzikiego lososia, jednak na tatara nadaje sie najepiej swiezy tunczyk. I nie musza to byc duze kawalki. Wiec kawaleczek tunczyka swiezego (mozna zamrozic aby sie pozbyc ewentualnych pasozytow,chociaz nigdy nie spotykalem tunczykow zarobaczywionych). Pociapac odmrozonego tunczyka duzym nozem, albo zmielic, lub tez jak Pani Ania Michalski pisze, ze mozna go zamrozonego na tarce przetrzec, o czym nie wiedzialem. Surowe mieso z lososia ma lekki zapach rybi, co moze niektorych konsumentow zrazac, natomiast surowe mieso z tunczyka, nie posiada zadnego zapachu i jest niezwykle smaczne wlasnie w tatarze, ktore to mieso po rozdrobnieniu przyrzadzac tak jak wolowego tatara, a ktorego sam Pan Bog zabronil konsumowac bez setki, dwoch, trzech lub czterech, a moze i wiecej, ale o te wieksze ilosci setek trzeba w modlitwach poprosic Swietego Piotra. Wszystko to dotyczny rowniez i tatara z rybek.
Uwaga....Tunczyk smazony smakuje jak przyslowiowa zelowka.
August 21, 2006 4:03 am 69.217.201.55 | 
|
 | autor - eustachy napisał: Mati. Podobnie przyrzadzalismy ryby na morzu, tak jak podajesz. W tym czasie zaczynalem prace na morzu na starych parowcach tzw. burtowcach, ktore jednoczesnie byly bardzo cichymi statkami lowczymi. Najlepiej do tego nadawala sie tlusta ryba, a zwlaszcza makrela. O folii aluminiowej sie prawie wtedy nie slyszalo, wiec uzywalismy do tego staruch gazet umoczonych w wodzie. Bralo sie przewaznie duza, tlusta makrele, patroszylo sie, wycinalo skrzela i oczy, albo tez i nie. Nacinalo sie w srodku brzucha mieso nozem, wkladalo sie tam pokrojona cebule, pieprz ziolowy, albo papryke, czy pieprz normalny. Podkradalo sie kucharzowi maslo,ktore wkladalo sie tez do brzucha ryby. Rowniez posypywalismy farsz w brzuchu sola. Makrele zawijalo sie w mokra, podwojna, czy potrojna gazete i kladlo sie ja nad glowicami silnikow parowych, gdzie sie makrela prazyla, czy gotowala. Po pol godzinie rybka byla gotowa. Robilismy to szybko w czasie prac na pokladzie, czy wyciaganiu sieci, gdzie jeden z nas mial dyzur na szybkie przygotowanie makerli i nad gary silnikow, gdzie byla odpowiednia temperatura. Zawiniete w mokra gazety makrele nakrywalismy kocem azbestowym, bo nic innego nie bylo. Zapewne mozna taka makrele piec na grillu i uzyc oleju z oliwy, czy innego oleju, ale dodanie masla podbija smak. Mozna taka rybe piec w zarze ogniska. Tylko uwaga na folie aluminiowa. Czeste uzywanie foli aluminiowej, czy patelni aluminiowej, garnkow, czy nawet napojow w puszkach aluminiowych z latami doprowadza do choroby Alzhaimera. Jezeli juz uzywacie naczyn aluminiowych, czy stolujecie sie w restaruacjach (tam uzywaja zdartych patelni aluminiowych pokrytych kiedys teflonem) to koniecznie trzeba sie napic piwa. Piwo posiada w sobie zwiazki krzemu (silicon). Krzem wyjatkowo dobrze laczy sie z aluminium i wydala sie z moczem z organizmu. Nie wiem co biblia mowi na temat tak przyrzadzonej makreli, ale generalnie to mowi: Daj czlowiekowi rybe, to nakarmisz go na dzien. Naucz czlowieka jak lowic ryby, to nakarmisz go na cale zycie.
August 21, 2006 4:45 am 69.217.201.55 | 
|
 | autor - eustachy napisał: Cale moje zycie od zarania zwiazane bylo z przygodami wedkarskimi. Lowilo sie wtedy karasie, plocie. liny,okonki, leszcze i szczupaki leszczynowkami na przynety i na zywca. Pozniej Szkola Morska na wydziale Rybolowstwa, ale zawsze pomiedzy rejsami robilo sie wypady na ryby, badz to na Zalew Szczecinski, czy na okoliczne jeziora, ktorych jest sporo w tym rejonie. Przedsiebiorstwo w ktorym pracowalem i plywalem miala dosyc dobrze zorganizowana grupe wedkarska. Wiec te jesienne wypady zakladowymi samochodami do Kamienia Pomorskiego jesienia na duza ploc, ktora rzekomo miala wchodzic do morza. Tam wlasnie nauczylem sie uczynienia z daty Bitwy Pod Grunwaldem, praktycznego pedzenia bimbru:10 litrow wody, 4 kg cukru i 10 dkg drozdzy. Juz nie bardzo pamietam ta formule, ale jakos tak chyba brzmiala. Ta formula byla tak popularna wtedy nad rzeka w Kamieniu Pomorskim, ze stosowali ja przyjezdni Gornicy ze Slaska jak i wedkarze z innych regionow. Wedkarze odlawiajacy spore ilosci duzych tam ploci zapraszali sie nawzajem na bimberek formuly Bitwy pod Grunwaldem 1410. I smierdziala ta berbelucha bimbrem, jak by nie bylo, jednak wypadalo sie pytac goszczacego \" prosze Pana? A jaki to jest koniak?\" Spijalo sie wtedy towarzycho oblednie, a przyjezdzaly na ta ploc cale autobusu zakladowe z roznych stron Polski.
Juz tutaj po ucieczce do USA z prl-u, wciaz kontynuowalem tradycje wedkarskie. Jednak przerzucilem sie bardziej na lucznictwo tradycyjne tj. polowanie na wszelaka zwierzyna z prostego indianskiego luku. I tak przed kazdym mysliwskim sezonem jezdzilem z kolega do gornego Stanu Michigan na tzw. scouting, czyli badanie gdzie sie znajduja bialogoniaste jelenie amerykanskie, i jakimi sciezkami chodzaja.
W owym czasie pracowalem w duzej firmie handlu rybami i wszelakimi owocami morza w USA, majac dostep do najrozniejszego rodzaju ryb i skorupiakow. A przy tym opiekowalem sie wielkim systemem przechowywania morskich rakow, czyli lobsters, czy tez homarow. Codziennie mialem ich 50 tysiecy funtow. Niektore zdychaly, ale generalnie system byl zdrowy. Do firmy przychodzily rowniez i spore, blekitne rekiny.
Wyjezdzajac na scouting z kolega, to zatrzymywalismy sie w domku mysliwskim w lesie, u zaprzyjaznionego gospodarza Luisa Du Pond. Pewnego razu zebralo nas na zart. Poniewaz smiertelnosc tych rakow doprowadzilem praktycznie do zera, chociaz 5 procent bylo dopuszczalne, to w nagrode dyrekcja firmy zezwolila mi na branie sobie ryb tyle, na ile mialem ochote. Wiec zapakowalem do pojemnikow steropianowych z lodem te zdechle 7 kilogramowe raki morskie, jak i w plastykowe worki z suchym lodem o niezwykle niskiej temperaturze zapakowalismy metrowe przeszlo rekiny. To wszystko zawiezlismy to domku mysliwskiego gospodarza Du Pond. Niedaleko domku przeplywala dziewicza rzeka o indianskiej nazwie Menomenee River, gdzie byla spuszczalnia lodzi, jak i tereny rekreacyjne. Rzeka znana z obecnosci jesiotrow.
Poznym wieczorem w Piatek, porozrzucalismy na brzegu rzeki przy spuszczalni lodzi motorowych wszystkie zdechle raki, jaki i rekiny.......
Nastepnego dnia, w sobote po poludniu, przyjezdza gospodarz Luis Du Pond, wylatuje z pick upa i goraczkowo do nas gada, ze wszystkie lokalne radiostacje radiowe zapodaja, ze w Menomenee River pojawily sie okurtnie wielkie raki jak i rekiny, i ze maja na to dowody. Zrobila sie tam istna zadyma..... Ale o tym napisze pozniej bo nie wiem, czy tak dlugi text mozna tutaj drukowac. Eustachy
August 21, 2006 5:29 am 69.217.201.55 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Na ostatnie pytanie to pewnie i sam św. Piotr nie umiałby odpowiedzieć. 
Natomiast Eustachymożesz zawsze napisać artykuł i ja go opublikuję. Widać, że masz o czym pisać, a ludziska wędkarskiej braci mieliby co czytać. Dziękuję za te teksty - są świetne.
August 21, 2006 9:37 am 212.76.33.79 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Dzieki, Bolek. To mile z Twojej strony. Chetnie cos napisze jak znajde chwile, a w miedzyczasie mozna isc do www.gazeta.pl
Klinac na Fora, pozniej na Fora Regionalne. Kliknac w srodkowej kolumnie na miasto Brodnica, a ukaza sie tematy. Pod tematami jest archiwum z cyferkami 0 1 2 3 4 5. Kliknac na 2. Pokaze sie temat \"Dlaczego w Brodnicy jest ulica sw. Jakuba... klinac i czytac tam wpisy Izotopa. Sa to wspomnienia z lat licealnych, czasami dramatyczne. Gdzies po srodku wpisow, czy moze dalej, sa opisane dosyc intensywne sceny wedkarskie z okolic gdzie Izotop mieszkal i uczesczal do liceum. Sa tam rowniez opisane sceny klusownicze, polowania z wlasnorecznie robionych lukow tureckich, z niesamowitym ksiedzem Edwardem. Izotop automatycznie, z natury jak gdyby wlaczyl implikacje polityczne i lekko filozoficzne, jednak widziane oczami, czy myslami nastolata. Wspomnienia te pisane zupelnie spontaniczne, wiec sporo tam najrozniejszych bledow, no ale chodzilo o intencje, a nie o popisywanie sie znajomoscia warsztatu pisarskiego. Pozdrawiam Serdecznie Wedkarska brac. Eustachy.
August 21, 2006 6:23 pm 69.217.201.55 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: No wiec nazjezdzaly sie masy samochodw nad Menomenee River, tam gdzie spuszczano lodzie i tam gdzie zostawilismy ta raki i rekiny. Przyjechala policja, jacys lokalni dziennikarze. Robiono zdjecia, ludziska sie dziwili itp. Bylo roznych spekulacji na audycjach radiowych jak i w lokalnej prasie. Niektorzy telfonowali do roznych ichtiologow, czy specow od biologii morza, ktorzy wyjazniali, ze z pewnoscia jest to jakich zart. Ale podniecenie takie bylo w tym lokalnym narodzie, ze tych specjalistow nikt nie sluchal. Wieczorem poszlismy do wiejskie knajpy The Spot. A tam chlopstwo juz dobrze rozochocone jak i podmalowane lasencje, gadaja wciaz o tych dziwnych stworzakach, co to je Menomenee na brzeg wyrzucila.
I nie wiedzielismy jak sie zachowac w stosunku do naszego gospodarza. Nie chcielismy mu psuc wewnetrznej atmosfery ducha, z wiara, ze te stwory wyszly z rzeki, a zwlaszcza, ze zona Luis\'a Du Pond byla Indianka i miala sklonnosci do roznych gusel i mistycyzmow.
Bylo to jakies dwa miesiace pozniej kiedy przyjechalem na polowanie z moim indianskim lukiem. Zaprosilismy z kolege naszych gospodarzy na uczte w lesie w ich wlasnym, mysliwskim domku. Po kilku glebszych w koncu powiedzialem im, ze to byl kawal....... Pierwsza zawyla Betty, za nia zaczal sie rechotac Luis. I myslalem ze sie tym smieche zadlawia, a i nas wtedy dobrze wzielo na wybuchy niopohamowanego smiechu.
W tym czasie, chyba trzeciego dnia. Siedzialem na malenkiej ambonce pod ktora na sniegu krzyzowaly sie jelenie tropy....
Kiedy zaczelo sie rozwidniac, to zauwazylem duza lanie, jak wykopywala sobie jakies mchy w ziemi. Zblizala se do mojego stanowiska na drzewie. Na sobie mialem dobrze do stosowane do otoczenia, a zwlaszcza do kory drzewa ubranie kamuflazow. Gdy lania podeszla na jakies dwadziescia krokow od drzewa, wstalem powoli, na cieciwie juz mialem cedrowa, wlasnorecznie zrobiona strzale z lotkami z pior dzikiego indyka. Z przodu na strzale byl sporej wielkosci dwuostrzowy grot, ktore to groty wszystkich strzal ostrzylem zawsze pilnikiem w czasie odpoczynku.
Lania ustawila mi sie bokiem, w klasycznej pozycje naciagnale dosyc sprawnym i rytmicznym ruchem strzale dotykajac piorami policzka, a grot poczulem na palcach lewej reki, ktore oplatywaly rekojesc drewnianego luku. Zamarlem w pewnym momencie, bo lania zaczela zerkac na mnie.Nie moglem mugnac nawet okiem. Po chwili sie zrelaksowala. Wbilem moja cala uwage wzrokiem na plamce skory zwierza tuz za lopatka. Prawa reka sposcilem cieciwe. Strzala poleciala cichutko, a lania jakby slyszac lekki swist ugiela sie do dolu z zamiarem dania susa do przedu.... Nagle runela na bok i zaczela sie wierzgac..... Stalem przerazony bo strzala uderzyla ja w kregoslup.... Zywa lania sie wierzga rozpaczliwie, aby uciekac, ale nie mogla sie podniesc. Bylo to nieprzyjemne uczucie. Wyciagnalem z tylu na plecach z kolczanu druga strzale..., naciagnalem i wypuscilem ciciwe. Strzala udevzyla sarne tuz za lopatka w komore. Strzal byl dobry bo zwierze szybko slablo i wygaslo. Gdy znieruchomialo, to zszedlem z drzewa, podrzedlem do lani i koncem luku dotknalem jej galki ocznej aby sie przekonac, czy zwierze nie zyje.
W tym czasie, przed sezonem duzo cwiczylismy sie w strzelania z ziemi w lesie do roznych przedmiotow, do listkow krzewow, do polnych kwiatow, czy do sprochnialych i powalonych klod drzew, takimi specjalnymi grotami nazywanymi Judo Point, Jest to cos w rodzanu luski ze stalowymi sprezynkami, czy lapkami. Gdy sie nie trafilo w kwiatek, czy w inny punkt, to lapki wychwytywaly zarosla, strzala koziolkowala i mozna ja bylo znalezc i znowu uzywac. Gdyby tak uzywac grotow polowych jak do tarczy to strzal by sie juz nigdy nie odnalazlo, to samo ze strzalami z ostrymi grotami. Judo point musi miec taka sama wage jak strzala, ktora sie poluje, a to ze wzgledu na takie samo wygiecie sie strzaly po spuszczeniu cieciwy, ktora sie stabilizuje niezauwazalnie dla oka w ciagu pierwszych 10 metrow. Mniej cwiczylismy, a czasami wcale strzelania z ambonek. Strzelajac z gory strzala nie ma tak szybkiego opadu jak sie strzela z dolu, z ziemi. Skutek taki, ze jak sie strzela zwierza z ambonki w lesie to ma sie tendencje strzelania o ten cal wyzej i stad czeste postrzaly strzala w kregoslup.
Duzo zabawy jest w strzelaniu do karpi wiosna, specjalna, ciezka strzala, ze specjalnym grotem i szpula kolowrotkowa wiekszych rozmiarow i z dziura po srodku. Zamiast zylki uzywa sie plecionek. Karb w USA uwaza sie za chwast rybi i czesto odlawia sie go w rzekach sieciami i wyrzuca na brzeg, przewaznie juz kiedy nastaja przymrozki. Ale o tym moze innym razem.
Wiec sie zabralem do patroszenia zwierza i w trakcie tego zajecia poczulem sie nieswojo, bo zdawalem sobie sprawe, ze zapach wnetrznosci przyciagnie roznych drapieznikow, przewaznie malych, jak rysie rowniez kojoty. Jednak najbardziej obawialem sie czarnych niedzwiedzi, ktore widywalem w okolicy.
A do tego nie wzialem z soba pistoletu kalibru 357. Pistolet jest dosyc ciezki, a my lucznicy tradycyjni, lubimy wychodzic na polowanie lekko ubrani. No wiec przywiazalem linke do szyi jelenia i zaczalem go ciagnac w strone drogi gdzie zostawilem moj samochod combi, tzw stationwagena. Ciagnalem ja przez szuwary, dolinki i wawozy i sie dobrze namachalem. Cialo po wypatroszeniu wazylo okolo 70 kg, wiec byla to juz spora sztuka tego gatunku zwierzat.
Oczywiscie jadac na polowanie jesienia z lukow, zawsze zabieralismy z soba sprzed wetkarski, bo okolica roila sie od rzek, jezior, jeziorek i lesnych stawow. Bralismy z soba rowniez i srutowki do polowania na lesne ptactwo jak lesne kuropatwy (partriges) i inne. Wiec rekreowalismy sie w pelni, nie unikajac zbierania grzybow, czy doswiadczania polowej kuchni. I nie ma to jak z przyjacielem przy ognisku; zapach dymu, przy akompaniamencie odglosow puszczy, przy hukaniu sow, przy kraczeniu wron na uschnietych konarach debu, gdzie nad glowami krazyly klucze dzikich gesie, szykujacych sie do odlotow na poludnie. Zapach kawy, wrzucanie na ruszta badz to usmazonych ryb, badz to pieczyste z dziczyzny no i dbanie o to aby rybce nie zabraklo plynow do plywania.....
August 22, 2006 9:58 pm 68.77.133.183 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Dziękuję
Natomiast już łowów z łukiem karpi nie musisz opisywać. Jest o tym post na wielu forach z filmem. Oszczędzę Ci cytowania komentarzy. U nas jest to potępiane, bez względu na gatunek ryb. Co kraj to obyczaj i techniki. Wygląda to podobnie jak z korridami.
August 24, 2006 10:02 am 212.76.33.89 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Wynika to Bolku z faktu, ze dziki karp uwazany jest w USA jako chwast rybi, zagrazajacy innym szlachetniejszym gatunkom. I dlatego pewnie zezwala sie na jego odstrzaly. Wielu Zielonych potepia wedkarzy, ze torturuja ryby na haczykach. Z drugiej znow strony jezeli chodzi o etyke wedkarskich zachowan to widze, ze w USA ta etyka jest przestrzegana. Wiekszosc wedkarzy po zlowieniu ryb, wrzucaje je spowrotem do wody. Czasami zostawiaja jedna, albo dwie do potraw, ale generalnie to etyka darowania rybom zycia jest tam powszechna z malymi wyjatkami.
Nie bede opisywal polowania z luku na karpie. W kraju nie bylem od 22 lat i nie przypuszczalem, ze az tyle teraz informacji przechodzi do Polski i to na rozne tematy. I tak powinno byc bo wlasnie wolnosc polega miedzy innymi na swobodnym przeplywie informacji, na swobodnym przeplywie kapitalu jak i sily roboczej.
Zapewne etyke obowiazujaca w danym rejonie czy kraju nalezy przestrzegac i sam ja przestrzegalem i przestrzegam.
Pamietam, bedac jeszcze w prl-owskiej Polsce to czytalem chyba w Wedkarzu Polskim o takim oto wydarzeniu:
W czasie zawodow wedkarskich, gdzies chyba pod Warszawa, przyjezda Holender z rodzina samochodem i przyczepa kampingowa. Wszyscy wedkarze obserwuja Holendra, ktory przygotowywal sie wedkowania. Zarzuca wedke i po chwili lowi ladnego chyba karpia. Bierze go przez szmatke, zeby go ewentualnie bakteriami nie potraktowac, robi sobie zdjecie z rodzina i karpiem i go delikatnie wpuszcza spowrotem do wody, Ktorys ze \"sportowcow\" nie wytrzymal, chyba wiecej niz jeden i kijami zatlukli karpia na oczach przerazonej holenderskiej rodziny.
Byl to zapewne odosobniony wypadek. Chociaz wtedy, w tych czasach \"chlop zywemu nie przepuscil\". Dotyczylo to kazdej zwierzyny jak i dzikiego ptactwa lownego. Gdzie tylko byla okazja, to zwierzaka, futerkowego, czy innego jadalnego, to zawsze znalazl sie ktos zakatrupil. Sam ulegalem takim zakusom, ale szybko sie zorientowalem, ze to bezsens, chociaz nie zawsze. Podyktowane to byc moze bylo uzupelnieniem prowiantu. Tymbardziej, ze dygnitarze z ministerstw tez strzelali i to \" rzekomo legalnie\" do wszystkiego co sie ruszalo.
z Pozdrowieniami . Eustachy
August 24, 2006 8:26 pm 68.78.42.92 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Nie wiem dlaczego, ale nie znosilem ryb morskich. Nie znosilem ich zapachu, a do sledzi tez nie moglem sie sklonic. Ich zapach odstraszal mnie zupelnie. Natomiast uwiwlbialem wszelakie ryby slodkowodne, nawet i leszcze, smazone czy w zupach zaprawianych smietana. Zmuszony stolowac sie w lokalnej stolowce internatu w malym miasteczku, odkrylem walory tak sledzi jak i smazonych, panierowanych dorszy. I juz nigdy nie powtarzalem \"jedzcie dorsze bo od nich, gowno gorsze\". Bedac juz w Szkole Morskiej, to chadzalem do malenkiego baru, gdzie podawano miedzy innymi niedroga Zupe Sygetynska z kawalkami ryb w niej. Chcialem podejsc szefa tego baru, aby mi zdradzil tajemnice owej Sygetynskiej. Jednak szef byl nadasany i ciagle zachmurzony, taka oto polska nihilistyczna dusza. Jednak pewnego razu zobaczylem go w towarzystwie rodziny - jego pieknej zony i dwoje slicznych corek. Kiedy wrocilem z morza, z nastepnego szesciomiesiecznego rejsu z lowisk w subantarktycznej strefie, to nie moglem sie powstrzymac, aby nie zajrzec do owego baru. Zabralem z soba kupione za granica sexy czarne w duza kratke ponczoszki. Szef stal nad garnkami w kuchni baru, wciaz nadasany, a ja skinalem na niego reka tymi dwoma paczkami ponczoszek. Oczy mu sie zaswiecily i przyszedl. Mowie, ze jest to do sprzedania. Za ile, pyta sie szef, a ja mu, ze nie za pieniadze, ale za zdradzenie tajemnicy jak sie przyrzadza ta Zupe Sygetynska. Wiec szefuncio przysiadl sie do stolu i powiedzial, ze glowna tajemnica to wywar z kosci wieprzowych, moga byc i wolowe dodane do wieprzowych. W owym czasie byla to zbrodnia, aby laczyc kosci, czy mieso zwierzat z filetami rybnymi....Wywar z kosci, z dodatkiem wloszczyzny i maggi, czy rosolowych kogucikow, a pozniej dodawac do tego kawalki filetow, moga byc rozne, moga byc z ryb slodkowodnych, jak rowniez i z ryb morskich. Przedtem jednak do tego wywaru mozna dolozyc troche pasty pomidorowej. Wrzucone do wywaru filety gotowac 3 do 5 minut, az zrobia sie biale.
Po tej recepturze zaczalem eksperymentowac z powyzszym przepisem. W jednym garnku gotowalem wywar z z kosci, i kiedykolwiek mialem okazje to dodawalem do tego wywaru szkielety rybne, a zwlaszcza glowy. Glowy ryb podbijaly znacznie smak wywaru. Na duzej patelni albo i w wiekszym garnku smazylem na oleju (albo oliwie z oliwek) duzo pokrojonej cebuli, papryke czerwona i zielona, grzyby, marchewke i co by sobie czlowiek nie pomyslal, z warzyw, to wrzucic na goracy olej i smazcy, dusic z dodatkiem vegety do miekkosci. Gdy warzywka beda miekkie, prawie razlatujace sie, to cale to ustrojstwo wrzucic do duzego garnka z wywarem, dodac pasty pomidorowej, doprawic posolic no i tak przygotowany podklad zabrac na biwak, pod namioty. Mozna wywar zrobic na miejscu z glow rybich i kosci wiprzpowo-wolowych i dolac do uduszonych uprzednio warzyw. Ryby wyfiletowac, albo pociac na dzwonki i wrzucac do wywaru warzywno- koscianego. Wtedy odlawialismy spore ilosci okoni na Zalewie Szczecinskim, ai, szkielety i lebki okoni czynily w spanialy wywar. Duze ilosci filetow z okoni bardzo do tego nadawaly. Czasami dodawalismy do tej Sygetynskiej Zupy kwasnie smietany i czesto sporo czerwonej, ostrej papryki w proszku. Jednak najlepszym materialem do zupy sygetynskiej byly tluste sumy. Tutaj w USA wzbogacam ta zupe krewetkami, granatowymi muszelkami (omuklami), miesem z krabow, czy z rakow morskich jak i inne frutti de mare. Zatapiajaca sie kula zachodzacego slonca w jeziorze, kasanie komarow, palace sie wesolo ognisko nad ktorym kociolek z wywarem i filetami, do ktorych mozna dodac rowniez i ugotowanych ziemniakow pokrojonych w kostke......Na zdrowie, jak mowi rosyjskie przyslowie : \"Czto by wstrecistsa pod stolom\", wznosi toast jeden z kolegow \"Dal Boh, cztoby nie paslednij raz\" odpowiada reszta.
August 25, 2006 6:26 pm 68.78.42.92 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Dziękuję - przepis podany z iście poetyckim opisem.
Ja pamiętam, jak kiedyś w Sopocie wpadłem do smażalni ryb. Uwielbiam halibuty. Pierwsze dwie porcje zjadłem z bułką, a potem brałem podwójne samej ryby. Dotąd żarłem, bo trudno to nazwać jedzeniem, zakrapiając przy tym piwem, aż już nie mogłem wstać od stołu. Pamiętam tylko oczy barmanki, która sprzedawała mi kolejną porcję. One powiedziałyby chyba wszystko w temacie ile tych halibutów musiało pójść na patelnie, żeby mi dogodzić. Jednak myślę, że nawet w niebie dostałem rozgrzeszenie, za swą rozpustę w jedzeniu, bo w Warszawie takiego halibuta ze świecą było wtedy szukać. A tu świeżutki, pachnący, wprost rozpływający się w ustach, i tylko tłuszcz po brodzie ściekał. Wieczorem tylko rodzice pytali dlaczego nie dotarłem do nich na molo ostatni raz spojrzeć na morze. Przecież następnego dnia mieliśmy wyjechać. Hmm, morze jeszcze zobaczę pewnie nie raz, a takich halibutów, to myślałem, ze już nigdy nie będę miał okazję posmakować.
Pozdrawiam Bolek
August 26, 2006 8:48 am 212.76.33.104 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Tak Bolku. Pamietam te halibuty. Wydaje mi sie, ze byly to te blekitne i nieduze, lowione na Nowej Funlandii przez nasze statki lowcze z gdynskiego Dalmoru, szczecinskiego Gryfa i Swinoujskiej Odry. Byly to niezwykle smaczne i tluste ryby. W Szczecinie, za Barem Extra, przy ulicy Tkackiej, byl taki maly sklepik gdzie rowniez byla smazalnia ryb. I znam to uczucie obzerania sie ta przepyszna i niedroga wtedy ryba. Pozniej, tutaj w USA jadalem halibuty, ale byly to przyslowiowe i suche wiory lowione na wodach Alaski. Dostarczano je w we wielkich skrzyniad drewnianych, a halibuty byly wielkosci sredniego pickupa. Widocznie to juz byl inny gatunek, bo nigdy nie smakowal jak ten z Nowerj Funlandii. Nie mniej smaczna ryba byla kargulena. Polawialismy ja na dziewiczych wodach strefy Subantakrtycznej i to w czasie wojny W. Brytani z Argentyna o wyspy Malvinas. Wiec my tu lowimy, a niedaleko wybuchy torped i armat najrozniejszego kalibru. Teraz nie ma juz w handlu tej przepysznej, wielkosci markreli ryby. Kiedys, za Gierka kargulena krolowala w smazalniach, a zwlaszcza nad morzem w Swinoujsciu, czy w Sopocie. Tutaj wystepuja bardzo smaczne i tluste filety z subantarktycznego rejonu, ktore nazywaja sie Orange Roughy (Oryndz Raffi). Polska, ichtiologiczna nazwa tej ryby to Piotrosz. Smakuje jak mieso raka. Posiada ogromna ilosc kwasow tluszczowych omega 3. Kiedy po raz pierwszy zawitalismy w tamte podantarktyczne wody, gdzie pelno bylo plywajacych gor lodowych jak i pingwinow, to sie wszyscy dziwilismy, bo patroszone ryby nie mialy wcale krwi. Okazalo sie, ze mialy krew, tylko ze ta krew byla zupelnie biala, jak mieso ryb. Dlatego wlasnie ryby z tamtych rejonow nazywa sie \"bialokrwistymi\". Szybko sie do tych bialosci poprzyzwyczailismy. Kazdy gatunek tamtejszych ryb byl niezwykle smaczny, a kawior z duzego Klykacza byl najlepszym jakikolwiek w zyciu jadlem. Chowaly sie nawet przed nim kawiory Astrachanskie z Iranu i rosyjskie.
August 26, 2006 6:19 pm 69.217.198.234 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Ksiadz Edward byl zapalony wedkarzem i tak wiosna jak i latem a zwlaszcza
jesienia, pakowalismy sprzet wedkarski do ram rowerow jak i plecaki do
rowerowych bagaznikow i udawalismy sie w kierunku albo Huty Nadroskiej albo do
odleglego Urszulewa, szosa sierpecka z namiotami ale tam to juz na kilkudniowe
wypady. Ja lubilem Hute-Sitnice bo tam bylo niewielkie ale przezroczyste,
glebinowe jezioro z bogata fauna i flora, moczarkami, kaczencami gdzie nurkujac
w masce widzialem pletore bogatego zycia biologicznego. Jezioro to wtedy bylo
zupelnie ignorowane przez Rypinian z wyjatkiem doktora Nielewodzkiego, ktory to
wybudowal tam sobie wlasnie letnia rezydencje z przystania kajakowa, a ja, z
ksiedzem Edwardem rozbijalem oboz nad piaszczysta gora jeziora gdzie byl ten
suchy, iglasty las, posrod mchow. Stawialismy tam zielony, dwuosobowy, wojskowy
namiot z przedsionkiem , gdzie kazdy z nas mial tam dmuchany materac, jak i
przedsionek, ktory sluzyl jako prowizoryczna jadalnia. Jednak nie tak wygody
biwakowe nas interesowaly, jak lowienie ryb.... Wiec wczesnie rankiem, gdzie
tafla jeziora, jak i otoczenie bylo, jak by zamrozone totalnym spokojem,
stapalismy z ksiedzem po piaszczystym dnie jeziora, w majtkach i podkoszulkach,
brodzadzac coraz to glebiej i zarzucajac wedki z dzdzownicami na haczykach,
dalej w glebie, w kaczence, gdzie ukwialy, gdzie ...I zaraz ksiadz podrywal
leszczynowy kij... a na koncu haczya trzepotala sie juz duuuza ploc, ktora to
ksiadz wkladal do wiklinowego koszyka u boku. Nagleee... I ja zauwazylem
drgania i wariacje splawika,... zacialem .. i tez walczylem z duuuza plocia...
Ale pozniej, jakos zarzucalem wedke a to z robakami, a to z okolicznymi
drewniakami (kludkami) i nie mialem zadnego brania... Po chwili jednak
uderzyla niewielka plotka, bo widzialem ja blyskajaca sie w czasie gdy ja
ciagnalem.. Az tu nagleee brrrrm... ., Woda sie zagotowala, zawirowala, zylka
sie napiela i juz czulem, ze mam cos wielkiego na malym, plotkowym haczyku....
I sam nie wiedzialem co poczac....., ale widzialem jak sporej wielkosci
szczupak zaatakowal plotke, polykajac ja i zaczal walczyc z moim miekkim kijem
leszczyznowym i ta walka drapieznika trwala chyba z 45 minut, zanim on oslabl,
zanim poddal sie, zanim go nie wciagnalem prawie martwego do wedkarskiej
siatki.
August 29, 2006 5:12 am 69.209.230.63 | 
|
 | autor - eustachy napisał: Na drugim koncu jeziora Sitnica, Huty Nadroskiej,posrod bialych kaczencow i
wodorostow, odkrylismy z ksiedzem Edwardem istne krolestwo linow i dorodnych
karasi. Dno tutaj bylo juz muliste a woda juz nie taka przejrzysta jak tam
gdzie sie dojezdzalo od strony drogi na Lipno i Rypin. Do polowu linow
uzywalismy sztywniejszych koncowek leszczynowych, grubszych, mocniejszych zylek
jak i wiekszych haczykow, na ktore to zakladalismy grube, dlugie dzdzownice
albo i cale peczki mniejszych robakow. Splawki na liny robilismy sobie z kory
debowej, dlugie i pomalowane czerwona, wodoodporna farba z bialymi, dobrze
widocznymi paskami dookola. Liny nie braly tak szybko i gwaltownie jak plocie
leszcze, czy okonie. Liny \"bawily\" sie dlugo z przyneta bo a to kladly splawik
na wode albo go prowadzily w jedna lub w druga strone. Jednak gdy lin polknal w
koncu przynete to zaglebial wyraznie i stopniowo splawik, ktory odplywal od
wedkarza i ginal gleboko w wodzie. Trzeba bylo jeszcze odczekac chwile a
nastepnie dopiero zaciac, podrywajac gwaltownie ale z odpowiednim wyczuciem
wedke. Pierwszego, sredniej wielkosci lina, zacialem wierzgajacego sie na
leszczynowce w pozne i parne, sobotnie popoludnie kiedy to w lipcu wybralismy
sie na nastepna eskapade wedkarska z ksiedzem Edwardem tam wlasnie na Sitnice.
Ksiadz stal ode mnie dalej, po pas w kaczencach i dlugo nie mial zadnego
brania, wiec sie w wodzie powoli przesuwal wzdluz lini wodorostow. Gdzies po
godzinie chyba, widzialem jak zacial i zaczal walczyc z duza ryba. Leszczynowe
wedzisko wyginalo sie do granic wytrzymalosci, ale wtedy wlasnie ksiadz
popuszczal zylke z kolowrotka aby za chwile znowu ja nawijac na szpule.
Ryba nie dawala za wygrana i wydawalo sie, ze mijaja godziny, jednak w napieciu
obserwowalem zmagajaca sie faune z przewielebnym, ktory to w takich
okolicznosciach wydawal sie byc nieustepliwym homo sapiensem. I juz widac bylo,
gdy rybe wydostawal na powierzchnie, ze byl to okazalej wielkosci lin, ktory
znowu znikal w glebinie jeziora, jednak coraz bardziej slabl....W koncu ksiadz
Edward, wyczerpanego zupelnie lina wiodl leszczynowka na plycizny do brzegu i
tam wciaz sie trzepoczacego wyciagnal na brzeg....
Liny jak i karasie braly tego popoludnia wspaniale, wiec mielismy z ksiedzem
sporo wtedy zabawy. On zlowil cztery spore liny i kilkanascie garbatych karasi
a moja wedkarska siatka tez wypelniona byla tlustymi linami jak i karasiami.
Zwinelismy wedki przed zmrokiem i udalismy sie wzdluz brzegu jeziora, a pozniej
wspinajac sie po piaszczystej skarpie do gory spod podnoza lasu gdzie bylo
nasze obozowisko. Ksiadz Edward byl mistrzem w przygotowawaniu posilkow. Liny i
karasie wypatroszylismy, karasie z luski oskrobalismy a ja sie zabralem do
skrobania linow, jednak ksiadz mnie powstrzymal wyjasniajac, ze nie trzeba bo
luska na patelni sie przypiecze i skurszeje nadajac skorce lina chrupiacego
smaku. Pod czterema polnymi kamieniami palilo sie juz ognisko a na kamieniach
lezala druciana siatka na ktora ksadz polozyl patelnie z podgrzewajacym sie
olejem do ktorego dodal sporo wiejskiego masla. Liny umyl w wodzie,
posolil,obtoczyl w mace kadac je na goracy i pryskajacy tluszcz patelni. Obok,
tuz przy patelni gotowala sie woda w niewielkim czajniku na herbate. Zapach
smazacych sie ryb wywolywal istne soki z zoladka a przewielebny kucharz
przekladal widelcem kawaki pokrojonych ryb a to na jedna a to na druga strona a
ja kroilem juz swiezutki pachnacy bochenek chleba naleczowskiego z rypsinskiej
piekarni rodziny Kowalskich. W koncu doczekalem sie chrupiacych kawalkow lina i
karasi, ktore to ksiadz widelcem nalozyl mi na plaski, polowy talez.... I
powiem wam, ze nawet teraz po latach, czuje te nie do opisania kulinarne
zapachy polowej kuchni na lonie natury - istne Niebo w gebie!!!!!
Ksiadz Edward jednak niczego nie zaniedbywal ani niczego nie marnowal.
Wczesniej, zaraz po rozbiciu biwaku, znikal mi w lesie a jak wrocil to mial w
torbie troche bialawych grzybow jak i roznych ziol lesnych. Grzyby od razu
wymyl, pokroil, ugotowal i odcedzil z wody. Niespotykane to byl grzybobranie w
Lipcu no ale ksiadz zawsze potrafil cos tam w starych mchach odnalezc.
Pokrojona cebule wrzucil na olej w patelni po smazonych rybach, dodal ziol,
soli, pieprzu i dodal ugotowanych grzybow. Tak smazyl kilkanascie minut a
poznie dusil to wszystko pod pokrywa. Na koniec dodal kwasnej smietany i
wymieszal. Obok w garnku gotwal wywar z rybich glow tez z dodatkiem lesnych
ziol jak i przypraw. Po godzinie gotowania wrzucil do wywaru umyte i pokrojone
ziemniaki. Jak ziemniaki bylu juz miekkie to ksiadz zalal wywar rowniez kwasna
smietana..... I co to byla za rozkosz ucztowania na lonie natury gdzie ogarnial
nas dym z tlacego sie ogniska, gdzie w dole blyszczala znikajaca poznym
wieczorem, tafla jeziora Sitnicy Nadroskiej, przy akompaniamiencie kumkajacych
zab i pohukiwaniu nocnych sow. Jeszcze klepnalem kilka kasajacych komarow,
zanim nie zmorzyl mnie sen, a ja, jak pod wplywem jakiegos narkotyku, rzucilem
sie bezwladnie na materaz w namiocie i zapadlem w glebooooki sen.
--------------------------------------------------------------------------------
« poprzedni list Sortuj: drzewko od najstarszego od najnowszego drzewko odwrotne pokaż treść wszystkich następny list »
• Dlaczego w Brodnicy jest ul. Św. Jakuba? - Gość: Kuba 10.04.05, 22:21
• Re: Dlaczego w Brodnicy jest ul. Św. Jakuba? - Gość: Kuba c.d. 10.04.05, 22:26
• Pomóżcie! Dlaczego jeszcze nikt nie odpisał? - Gość: Kuba 10.04.05, 22
August 29, 2006 5:26 am 69.209.230.63 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Bylo to Roku Panskiego kiedy wybralem sie z ksiedzem Edwardem nad jezioro
Czarownica, jednak od strony Borzymina. Jezioro to bylo dosyc gleboke, nie
dojezdzajac do Ostrowitego od strony Rypina, po lewej stronie szosy. A na
tamtej, borzyminskiej stronie byly rowniez i torfniaki w ktorych to torfniakach
bylo dosyc sporo linow jak i szczupakow. Jechalismy rowerami, polnymi drogami
do jeziora z samej gory, gdzie wystrzeliwaly nam przed kolami rowerow, zajace.
W koncu znalezlismy dobre miejsce z ksiedzem na biwak, pomiedzy jeziorem a
szeregiem torfniakow jak i stawow. Lowienie linow w stawach jak i dorodnych
szczupakow na zywcowki w torfniakach uprzyjemnialo nam tam pobyt, gdzie ksiadz
kucharzyl jak i czytal mi bez konca stary jak i nowy Testament. Namiot,
plomienie ogniska, naftowa lampa. A mnie sie chcialo, powiem ja Wam dzisiaj do
dziewczat. Chcialo mi sie i marzylo aby sie nie tylko z nimi calowac ale i
zaglebiac sie rowniez w ich romantyczna psychike, glebie ciala jak i rozkosze
ciala szczegolow. Ksieza pewnie mnie potepia, a moze sie tez i rozmarza, bo
przecie ksiadz to nic innego jak czlowiek z krwi i kosci.. ha ha ha.
Pozdrawiam. Izotop
August 30, 2006 9:48 pm 69.217.128.211 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Re: Tajemnica Zakonu Karmelitanow w Oborach
Autor: Gość: Izotop IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net
Data: 22.05.05, 17:44 + dodaj do ulubionych wątków
skasujcie post
+ odpowiedz
--------------------------------------------------------------------------------
Dojscie do wody torfniakow bylo dosyc trudne i nie wiele bylo dobrych miesc na
zarzucanie wedek. Jednak ksiadz Edward od razu zaczal sie uwijac. Gdzies
znalazl troche gliniastej, tlustej ziemi. Wysypal dzdzownice na gazeta i zaczal
je nozem kroic. Z ziemi i robakow porobil kulki wielkosci kotletow i te kulki
powrzucal do wody w oka gdzie byly wolne miejsce od wodorostow torfniaka a
zwlaszcza od moczarek. Po tym zabral sie do przygotowywania posilku w czasie
ktorego skladalismy nasze bambusowe juz teraz wedki z ruskimi, prymitywnymi
kolowrotkami. Po 3 godzinach tuz przed zachodem slonca, kazdy z nas z wedka,
przynetami i wiklinowymi koszykami udal sie nad sporej wielkosci torfniak w
miejsca gdzie ksiadz Edward powrzucal gliniano-dzdzownicowe zanety. Bylo parno
i zbieralo sie na burze. Ciemne chmury nadchodzily z okolic wsi Zale jak i z
wsi Obory. Co chwila slychac bylo jeszcze odlegle grzmoty i juz a to zaczal
popadywac cieply deszczyk a to przestawal. Zarzucilem wedke, z dlugim i
wysmuklym splawikiem na spokojna tafle wody torfniaka. Ksiadz Edward znalazl
wygodne miejsce po drugiej stronie i kilka razy probowal zarzucic wedke z
peczkiem dzdzownic na haczyku. Nie uplynelo dziesiec minut kiedy mialem juz
pierwsze branie, i wydawalo mi sie, ze lina. Ryba bawila sie przyneta, co widac
bylo po plynacym w rozne strony splawiku. Splawik a to odplywal a to przyblizal
sie, czasami kladl sie zupelnie plasko na wodzie, zeby po chwili stanac pionowa
i znowu odplywac. Jednak po czasie ryba widocznie zdecydowala sie na
skonsumowanie calego peczka robakow bo splawik zaczal powoli zanurzac sie w
wodzie. Jeszcze przez jakis czas koniec niego odplywal lub sie przyblizal az
zniknal calkowicie w ciemnej otchlani torfniaka. Byl to dobry moment na
zaciecie, wiec szybkim ruchem wedki, a raczej szczytowki poderwalem........
Szczytowka bambusowki wygiela sie od razu w palak i poczulem, ze na haczyku
mam duza rybe, ktora nie bardzo chcialem popuszczac z kolowrotka jako, ze
wszedzie bylo pelno wodorostow, przez ktore moglem stracic rybe. Chociaz tym
razem na kolowrotkach mielismy z ksiedzem dosyc grube zylki jak i wiekszych
rozmiarow haczyki. Wiec a to popuszczalem troche zylke z kolowrotka, gdy
wedzisko wyginalo sie do granic wytrzymalosci, a to popuszczalem gdy ryba sie
poddawala. I w pewnym momencie zobaczylem na powierzchni wody sporego bo chyba
z 2 kilogramowego lina, ktory natychmiast ginal pod powierznia wody. Ta walka z
linem trwala jeszcze nastepne pietnascie minut gdy wkoncu wyczerpanego lina
dociagnalem do brzegu torfniaka. Sliskiego, zlapalem przez szmate i staralem
sie wyciagnac mu haczyk ktory wbil sie w rybe gleboko w paszczy z boku. W tym
czasie widzialem jak ksiadz Edward walczyl ze swoja zdobycza gdzie kij mambusa
wyginal mu sie do granicy pekniecia. Jednak ksiadz Edward byl doswiadczonym
wedkarzem i umiejetnie walczyl ze ryba. Nagle.... buuuum...!!!!!!, jak nie
rabnelo glosnym loskotem gdzies w srodek jeziora, ktore znajdowalo sie tuz za
torfniakami....Za tym piorunem od razu lunela istna nawalnica deszczu...
Zrobilo sie ciemno a niebo pokrywaly blyskawice nastepnych piorunow i wydawalo
mi sie wtedy, ze to juz koniec swiata..... W pospiechu zaczelismy zwijac wedki
na lapu capu udajac sie szybko w strone naszego obozowiska gdzie wsunelismy sie
obydwoje do namiotu. Namiot jednak byl lichutki i zaczelo z niego przeciekac.
Mimo wszystko bylo to lepsze niz stanie na deszczu a i bezpieczniejsze niz
chowanie sie pod drzewami jako, ze pioruny w drzewa mialy tendencje uderzania.
I wydawalo sie, ze zemscie Natury nie bedzie juz konca..... Za jakie grzechy
mruknalem do ksiedza????? Chyba nie za te moje sex igraszki z brodnicka Nina,
pomyslalem sobie, nie czekajac na odpowiedz przewielebnego, chociaz wtedy to
liczylem w okrutnej obawie na Milosierdzie Boze, ktore jak mi tlumaczyl kiedys
ksiadz Edward, rzekomo nie mialo miec granic......
August 30, 2006 9:55 pm 69.217.128.211 | 
|
 | autor - filus napisał: Hej okonek i bolek, okonie bardzo łatwo sie skrobie
[ prawie jak płotki ] , tyle tylko ze należy to robic od razu po wyjeciu z wody.Rozumiem, że odbędzie sie to kosztem łowienia, ale - cos za cos.
October 10, 2006 6:14 pm 83.21.69.109 | 
|
 | autor - Eustachy napisał: Witm Szanownych Kolegow Wedkarzy
Nie dawalem o sobie znac, bom zajety byl obowiazkami rodzinnymi jak i praca, wciaz zarabianiem na zycie i zmaganiem sie z zyciem. Ale czy narzekam? Wcale nie, bo zycie tak po prawdzie to nic nie gwarantuje, nic nie jest dane, jak tylko trzeba sie w zyciu o wszystko starac.
I na przyklad taki wymarzony kolowrotek, o ktorym kiedys w dziecinstwie snilem niami i nocami. Byly wtedy juz ruskie, ale slyszalo sie o jakichs tam NRD-owskich. Przecie czlowiek ich nie ukradl, ale marzenia swe spelnial jakosc. Pracowalo sie dorywczo, babcia z okraglymi okularkami na koncu nosa, robiaca na drutach przy rozgrzanym szczapami kominku kusila.....\"Eustachy, jak mi zagrasz Chopina, albo ragtime\'a, to ci do szkatulki wrzuce dukata\". Nawet nie wiedzialem wtedy co to dukat i co to szkatulka, ale kapowalem, ze chodzilo o babciny szmal.. Wiec sie staralem jak moglem...
Bylo to kilka tygodni przed Bozym Narodzeniem, kiedy powiedzialem babci, ze zagram jej Chopina. Troche oszukiwalem i zmyslalem na jej staroswieckim fortepianie, a do ragtimow to mialem spryt. Jak zaczalem zaiwaniac, improwizowac szybkie ragtimy, to wtedy babcia za dziadka, a dziadek za babcie i w te tance.....I tak sie porobilo, ze babcia zlapala dziadka za rzepke, czy moze raczej za korzen chrzanu....I nie moglem ich juz wtedy rozpoznac, bo jakis duch mlodzienczy w nich wstapil....., a ja gralem z uniesieniem coraz szybciej walac rytmicznie lewa reka, ale slyszalem jak obydwoje czlapali sie zwawo do sypialni na gorze, po skrzypiacych schodach poreczy wloskiego Stradivariusa...
Na gwiazdke, pod choinke od Swietego Mikolaja, dostalem sporo prezentow, a miedzy innymi kwadratowe pudelko, w ktorym byl te zaczarowany, NRD-owski kolowrotek z dwoma szpulami..........
Wiem na pewno, ze babcia przez ten moj improwizowany ragtime o wedkarstwie nigdy z dziadkiem nie zaszla tak po prawdzie to w ciaze..... Pozdrawiam Serdecznie Eustachy
November 16, 2006 4:38 am 69.209.198.188 | 
|
 | autor - bogdan81 napisał: Nie jestem pewien czy gdzieś tutaj jest to napisane, ale na tatara wg mnie najlepiej jest skrobać mięso łyżką stołową tj. najpierw trzeba wyciąć kręgosłup wraz z głową a później w kierunku od glowy do ogona skrobiemy. Nie jest to może najszybsza z metod ale stosunkowo prosta gdy spojżymy na efekt końcowy,nie musimy wtedy mrozić miesa ani trzeć na tarce co pogarsza jego walory smakowe i odżywcze,nie natrafiamy na kawałki tkanek, które dostają się między zęby podczas konsumpcji, uzyskamy lepszą wydajność bo możemy zeskrobać bardzo dokładnie z wszystkich części ryby mięcho a co najlepsze tą metodę bardzo łatwo opanować(minimalna ilość cierpliwosci mile widziana).Zachęcam spróbujcie, będziecie mile zaskoczeni różnicą.Smacznego...
November 19, 2006 9:36 pm 195.136.49.139 | 
|
 | autor - wiktor napisał: Pstrąg smażony w cieście piwnym.
Danie szczególnie polecane dla smażalni
1 piwo,
2 - 3 szklanki mąki,
1 jajko,
ok. 3 kg pstrąga,
sól, przyprawy.
Rybę lub płaty natrzeć solą, przyprawić i odstawić na 30 min.
Ciasto (najlepiej użyć miksera albo innego urządzenia do ciast):
Do naczynia wlać piwo, jajko, i mieszając dosypywać mąkę. W zależności od porządanej grubości panierki wsypać mniej lub więcej mąki. Do ciasta cały czas mieszając wsypać przyprawy : sól, pieprz, pieprz ziołowy, paprykę słodką i ostrą, czosnek granulowany. W tak przygotowanym cieście zamaczać ryby lub jej kawałki i układać na bardzo rozgrzanym oleju. Ryba przyrządzona w ten sposób ma grubą, bardzo smaczną panierkę i bardzo apetyczny wygląd. Drugą bardzo ważną zaletą jest to, że ten typ panierowania praktycznie nie powoduje zanieczyszczania oleju.
Wiktor - Smacznego
January 7, 2007 7:38 am 80.200.220.135 | 
|
 | autor - wiktor napisał: Pstrąg w miodzie zapiekany
Skladniki:
3 jednoosobowe pstrągi (znaczy jeden pstrąg na osobę),
mąka (do obtoczenia pstrąga),
sól,
oliwa,
masło,
miód (najlepiej płynny),
migdały,
orzechy włoskie, laskowe itp.
Pstrągi najpierw patroszymy, myjemy, suszymy, solimy, obtaczamy w mące i smażymy na oleju. Następnie układamy w brytwannie, lub szklanym naczyniu jeden obok drugiego (ja wolę szklaną brytwannę, nie trzeba pózniej przekładać). Polewamy płynnym miodem i posypujemy pokruszonymi orzechami. Zapiekamy w temp. ok.180-190 st.C przez 10-15 min. W tym czasie na patelni robimy sos:
1 łyżka masła,
sok z 1 pomarańcza,
sok z 1/2 cytryny,
2-3 łyżki miodu,
wszystkie składniki podgrzewamy i mieszamy do połączenia ze sobą. Po wyjęciu pstrągów z piekarnika polewamy je sosem. Ozdobić można plastrami cytryny i pomarańczą oraz czymś zielonym.
Życzę smacznego.
January 7, 2007 7:42 am 80.200.220.135 | 
|
 | autor - Stary Mazur napisał: Jak widzę po lewej stronie monitora patelnię ze smażonymi rybkami-od razu czuję ten zapach. Najsmaczniejsze rybki,jakie tylko mogą być na świecie to właśnie okonie tak smażone.Nie okazy,ale takie 15-20 cm.Oby tylko lód się pokazał na jeziorze!!!
January 23, 2007 5:02 pm 83.9.40.29 | 
|
 | autor - Seba napisał: Ryby sie latwo lowi i szybko sie je je bo sa za kruche. Uwielbiane przez lowienie zjedzanie na obiedzie.Lowic sproty to niewiele zjadac je na sniadaie to bardzo wiele.Zazucasz wetke troche stojisz i karasia zaraz zlowisz.Lubisz rybki i je podziwiasz bo na sniadanie je wciasz.Najcieszy w zlowieniu karp najwiekszy w zjedzeniu.
April 6, 2007 7:51 pm 83.238.20.12 | 
|
 | autor - damian napisał: kochamrybki to moja pasja
April 30, 2007 9:00 pm 83.1.9.3 | 
|
 | autor - pansamochodzik napisał: ja uwielbiam płotki w zalewie pomidorowej:woda z octem 3:1 ,6 łyżek przecieru,2 łyżki cukru ,cebula ,papryka surowa,liść laurowy z zielem angielskim.Wode z octem i przyprawami zagotować,dodać przecier(ale dobry ,nie jakis tani,marketowy),cukier,rybki powkładać do słoików ,poprzetykać cebula i papryka(lubie duzo papryki,póżniej też jest pyszna) zalać gorącą zalewą i zamknąć ,odwrócić do góry dnem ,przykryc szmatką i zostawić na noc .Po 2-3 dniach mozna jeść,a i przechowywać dłuzej.Pychota,takie rybki pierwszy raz jadłem u rybaków ,gdzie lezały w zalewie w wannie emaliowanej w ziemiance ,tam było chłodno i całe lato można było sie obżerać,aa nie dodałem ze trzeba te rybki wpierw obsmazyc i najlepiej jeszcze ciepłe jak mają troche oleju w sobie ,zalać.Pzdrawiam pansamochodzik
p.s. EUSTACHY dawaj ,dawaj 
May 2, 2007 10:29 pm 88.156.63.20 | 
|
 | autor - xmati napisał: A ja chcialbym przedstawic, ot taki prosty i pewnie niektorym znany przepis na rybke pod piwko - raz sprobowałem i zadnych czipsow paluszkow czy innych orzeszkow nie jadam juz wcale. potrzebne będą:
ryby - drobne i duze - jakie sie zlapia
sol
ostra papryka i/lub czosnek
ryby najpierw skrobiemy, w przypadku okonia lub lina nie jest to konieczne.
nastepnie ryby trzeba wypatroszyc - w specjalny sposób - kroimy odwrotnie niż zwykle się to zdarza, wzdloz linii kregoslupa, od ogona przez glowe nie przecinając skory na brzuchu. efekt koncowy powinien przypominac nyeco zdziwiona fladre z dwoma ogonami. skrzela trzeba usunac.
wieksze sztuki trzeba ponacinac w poprzek - zrobic taka drabinke
nastepnie ( to nie jest konieczne jak twierdzi kolega) biore szczoteczke i pod bierzaca woda czyszcze rybe z wszystkich pozostalosci wnetrznosci i sluzu ( moim zdaniem ma olbrzymi wplyw na smak i zapach)
jak juz rybki gotowe trzeba obsypac je sola. soli nie zalowac nalezy, ja zawsze obsypuje az sie zrobia lekko biale od jej nadmiaru.
dodatkowo od czasu do czasu przesypie rybe ktoras odrobina ostrej papryki lub natre z lekka czosnkiem
ryby ulozyc nalezy w np. glebokim talezu - te mniejsze a te wieksze w czyms glebszym 
z gory je przycisnac czyms, np drugim talerzem, a na talerzyk cos ciezkiego postawic - np garnek z woda
tak na dobe nalezy je zostawic w spokoju alby se lezaly. moga bez lodowki np. w piwnicy, byleby zanadto goraco nie bylo - zwlaszcza latem. wiosna, jesienia i zima trzymam je normalnie w kuchni lub na dworze.
potem nalezy odlac wode ktora z ryb sie wydzielila ( bedzie jej calkiem sporo) - wazne zeby nie wylewac na trawnik czy kompost, bo bardzo slona ona yest i glebe zniszcyzc moze.
kazda rybke nalezy z lekka przemyc woda z nadmiaru soli i lekko posmarowac olejem(jadalnym).
nastepnie uczynic nalezy wieszaczki z drutu ( uprzednio mozna) lub nawlec ryby na sznurek - wedle wlasnych upodoban
po dokonaniu czynnosci wyzej opisanych pozostaje powiesic ryby na sloncu. w lecie dwa dni starcza zupelnie, zima nie probowalem, bo na ryby nie chadzam aby sie nie przeziebic.
po dwoch czy tez trzech dniach rybki beda suche, niekoniecznie jak wior
takie rybki mozna przechowywac dosc dlugo, w domu dodatkowo podeschna z czasem.
gdyby deszcz chcial mocny padac zabrac ryby z dworu nalezy. lekki deszcz nic im nie zaszkodzi, a i na noc moga spokojnie zostac i wisiec.
ryby moga takze schnac w pochmurna i wietrzna pogode - byleby deszcz nie padal.
zajadac nalezy po malym kawalku, na osci nie zwazac bo kruchutkie sa i jedynie kregoslup i glowa niejadalna zostaje.
doskonala metoda to jest aby ryby nad woda przygotowac do spozycia - czesto wedkuje w akwenach gdzie zabronione yest uzywanie wszelkiego sprzetu do przechowywania ryb zywcem, wiec czyste widerko i kilo soli zwykle rozwiazuje moje problemy
najlepszy do szuszenia jest okon , szczupak i plotka a (moim zdaniem) zupelnie nienadajacy sie jazgarz ( intensywny nieprzyjemny zapach)
krap leszcz tez sie nadaje ale niewiele z niego po uschnieciu zostaje, dobry jest jednak jak i inna ryba.
jakby ktos mial jakies pytania to gg 1768789
pozdrawiam.
June 2, 2007 2:54 pm 83.27.240.78 | 
|
 | autor - Sławek napisał: Witam wszystkich wędkarzów ;D i wędkarzynki, oczywiście przepisy na kotleciki są warte wypróbowania jak najbardziej, natomiast ze swojej strony chciałem dodać przepis, który przyszedł mi ostatnio do głowy.
Jest to fantazja na temat spaghetti, we Włoszech podawany jest bardzo często makaron z owocami morza jak krewetki, kalmary, ośmiornice, ryby, więc ja zamierzam, bo nie jest to jeszcze przepis wypróbowany, zrobić coś na ten kształt tzn :
Na początek podsmażę dwie duże cebule z trzema lub czterema ząbkami czosnku, na to wrzucę kilka dorodnych płoci, oczywiście wcześniej oprawionych i doprawionych, pieprzem, solą, oregano, bazylią, sokiem z cytryny, może też wezmę trochę przyprawy do mięs, oczywiście trzeba uważać żeby nie przesolić ;D rybki ładnie opiekę żeby odchodziło mięsko od ości, następnie wytrybuję soczyste mięsko żeby nie mieć potem problemów z ośćmi, które są problemem dla niektórych w czasie jedzenia ryb.
Po wytrybowaniu mięska pokroję je drobno ale nie za drobno ;D i wrzucę jeszcze na chwilkę na patelnię żeby się przyrumieniło i z rybą to wszystko jak na razie.
Jeśli ktoś kiedyś robił spaghetti, to wie, że można zrobić sos na dwa sposoby, pierwszy jest łatwy, drugi też łatwy tylko wymaga więcej czasu.
Pierwszy sposób : zagotuj w garnku wodę, mniej więcej trzy szklanki, następnie wsyp wcześniej zakupiony sos bologhnese ewentualnie inny rodzaj sosu do spaghetti, na tą ilość będziesz potrzebował ze trzy. Po wsypaniu gotuj to na lekkim ogniu aż otrzymasz dość gęstą konsystencję, jeśli będzie zbyt gęsta, to zawsze możesz dolać wody ;D trzeba pamiętać, że potem mieszamy sos z mięskiem więc nie może być bardzo gęsty. Jeśli ktoś lubi ostro, to można dodać jedną pokrojoną drobno papryczkę chili z pestkami ;D
Drugi sposób : na patelnię, na której smażyły się rybki wrzucamy znowu czosnek i cebulę, nigdy za dużo czosnku i cebuli ;D dodajemy papryczkę chili, oczywiście pieprz i sól do smaku, na to wszystko chciało by się rzec ZASMAŻKA ;D ale nie tym razem, dodajemy mianowicie wcześniej sparzone, pozbawione skórki i pokrojone pomidory razem z pestkami i smażymy to wszystko aż do otrzymania konsystencji sosu, w międzyczasie można dolać trochę winka. Na koniec dodajemy drobno posiekaną bazylię, pietruszkę, koperek, oregano co kto ma ;D można też dla smaku dodać przygotowany wcześniej jeden sosik bologhnese i gotowe.
Jeśli chodzi o makaron, to nie będę sie rozpisywał bo nie jest to bardzo trudne. Oczywiście można makaron zrobić samemu żeby było się czym pochwalić ;D.
Wrzucamy mięsko do sosiku i odrobinę podgrzewamy na lekkim ogniu, mięso nie może być pokrojone zbyt drobno bo jednak mięso ryb jest zbyt miękkie, a miło jest zobaczyć, że w sosiku coś pływa.
Można dodać do tego wszyskiego trochę ekstrawagancji, kupujemy kilka lub więcej dużych krewetek ze skórką, które podsmażamy i wrzucamy do sosiku ;D mniam.
Płotki już się nie mogą doczekać w lodówce.
June 4, 2007 3:18 pm 80.51.98.14 | 
|
 | autor - Sławek napisał: Luidzie !!! załuję, że nie mam większego żołądka ;D ale się najadłem tego spaghetti, pycha... rybę można użyć jakąkolwiek.
acha, oczywiście zapomniałem napisać, że sos przed połączeniem z rybą trzeba przetrzeć przez durszlak.
Smacznego bo ja już nie mogę ;D
June 8, 2007 4:00 pm 80.51.98.14 | 
|
 | autor - biar napisał: Witam; no i wreście przeczytałem tą stronkę jest naprawde bardzo ciekawa i myślę że bardzo dobrze robicie , opisując to wszystko co wiecie . Żaden pismak ani gazeta tak nie napisze jak wy tutaj razem pozdrawiam wszystkich - Jarosław
July 12, 2007 11:04 pm 83.145.162.222 | 
|
 | autor - biar napisał: Szkoda że tak mało o Morzu i rybach ale myśle że Pan Bolek da sobie rade z poradami o wędkowaniu na Morzu? pozdrawiam Jarosław
July 12, 2007 11:10 pm 83.145.162.222 | 
|
 | autor - Oski napisał: Ummmmmmmm musze złowić pełno leszczy wzieła mnie smaka na kotlety z leszcza
July 23, 2007 9:05 pm 80.54.27.53 | 
|
 | autor - Daniel napisał: Witam smakoszy.
Robię kotlety od kilku lat i wypróbowałem wiele składników. Polecam wypróbowany i mocno chwalony przez moich znajomych;
-najlepiej ryby mieszane płocie ,leszcze,karpik i kilka karasi./można zbierać i nie muszą być duże/ cyrka 3 kg mieszaniny surowych
- ryby ugotować z dodatkiem kostki ważywnej,soli ,pieprzu,czosnku,listek bobkowy. i kilka ziaren ziela angielskiego / uwaga! małe ryby gotujemy ok10 min większe 15-17 min/ - obieramu je jeszcze ciepłe
-gotujemy 4 jajka na twrdo a w wyważe moczymy jedną kajzerkę
-na masle dusimy 2 cebule
- ryby,jaja, bułkę i cebulę mielimy i dodjemy drobno posiekany koperek /najlepiej świerzy/ +sól i pieprz najlepi ziołowy
- po wyrobieniu i dodaniu surowych jaj 1-2 smażymy jak kotlety mielone
-PYCHOTKA a kolorek bieluśkie
August 1, 2007 11:08 pm 83.24.245.124 | 
|
 | autor - KARTMAN napisał: KARP W KAPUŚCIE KISZONEJ
Składniki:
1. duży karp
2. kg kiszonej kapusty
3. 50 g suszonych grzybów
4. 2 jajka
5. 1 cebula
6. sok z cytryny
7. 6 łyżek bułki tartej
8. 4 łyżki oleju
9. sól i pieprz
Przygotowanie:
Namocz grzyby wieczór wcześniej zanim zabierzesz się do przygotwań tego dania. Ugotuj je w wodzie, w której się moczyły w niewielkim rondelku.
1. Posiekaj cebulę, zarumień ją na 2 łyżkach oleju
2. Pokrój kapustę, włóż do sporego garnka, podlej szklanką wody - DUŚ GODZINĘ pod przykryciem, co chwila mieszając drewnianą łyżką
3. Pod koniec duszenia dodaj posiekane grzyby z wywarem
4. Karpia podziel na porcje i skrop sokiem z cytryny, przypraw
5. Obtocz w jajku i bułce
6. Usmaż na oleju
SMACZNEGO !!!!!!!!!!!!!!!!!!
August 12, 2007 10:46 pm 89.230.147.180 | 
|
 | autor - Barto napisał: chyba sprobuję tych przepisów ,.......... są chyba bardzo smaczne
November 10, 2007 7:16 am 83.11.83.147 | 
|
 | autor - . . . : : : H . Ś : : : . . . napisał: Normalnie jak przeczytałem kotlety z leszcza to zaraz poszłem złapać 4 leszcze i robiłem kotlety bo niemogłem wytrzymać z głodu
December 22, 2007 3:30 pm 83.20.244.96 | 
|
 | autor - xxx napisał: z leszcza zróbta se paprykarz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
April 2, 2008 12:33 pm 83.23.226.10 | 
|
 | autor - xxx napisał: mięsiarze jedni!!! nie mówie żeby sobie szczupola wymiarowego o brucić czy karpia ale malutkie leszcze i płocie???
paranoja!!!!!!mięsiarze!!!!!!!!!!zaś sie dziwice czemu to ryb nie ma.Ja przecierz płace składki itp. ale to nie znaczy że macie źreć małe rybki
April 2, 2008 12:35 pm 83.23.226.10 | 
|
 | autor - alan1982 napisał: Płoć, leszcz, okoń sprawiamy. Do środka cebulka, sól (vegeta), pieprz majranek, sproszkowany czosnek. Na wierzch vegeta, pieprz. Odstawiamy na 12 godz. pod przykryciem aby smaki się przegryzły. Smażymy na maśle w mące i panierce. Gorąco polecam do tego schłodzony browarek palce lizać!!!
May 25, 2008 10:13 pm 62.21.108.21 | 
|
 | autor - ciapek napisał: Przepisy brzmiom smakowicie.tera tylko brakuje mi ryby i namuwic mame zeby cos upitrasla
May 29, 2008 2:40 pm 213.25.18.98 | 
|
 | autor - Motyl z Grudziąca napisał: A ja złapałem leszcza który ważył 4,20kg.Szarpał się jak cholera!
June 1, 2008 10:03 am 87.96.84.126 | 
|
 | autor - kamil wałbrzych napisał: o władco wedki i garnka prawie z glodu padłem przed kompem jak to przeczytalem załuje ze mam zlamanom wędkę
August 22, 2008 8:16 pm 77.253.165.219 | 
|
 | autor - marcin napisał: A ja podam dwa przepisy na pyszną rybkę, które na samą myśl budzą u mnie dreszcze rozkoszy, a które , jak misię zdaje są dzisiaj już odrobinkę zapomniane.
Przepis NR1. - Ryba faszerowana w galarecie :
bierzemy sprawioną rybkę: leszcza, karpia, sandacza, pstrąga, szcupaka, okonia bądź lina i, teraz są dwie szkoły
a) mięso odzielamy od ości na surowo (spsób trudniejszy)
b) sprawiona rybkę wrzuvcamy na wrzącą wodę na około 10 - 15 minut (sposób łatwiejszy);
po oddzieleniu mięska zostawiamy je na oddzielnym naczyniu, zas z reszty rybki gotujemy rosół, czy tez wywar rybny, nie zapominając o dodaniu jarzyn jak na rosól właśnie. Wywar się gotuje a my zajmiemy sie mięskiem. Jezeli jest surowe - trzeba zemleć przez maszynkę, jezeli jest gotowane można , ale nie jest to konieczne. Do mięska dodajemy bułkę uprzednio namoczoną w mleku i odciśniętą, zmieloną lub startą cebulkę, sól, pieprz do smaku. Formujemy kotleciki , czy tez pulpeciki. i odtawiamy na bok. Teraz wywar. Odcedzamy najpierw przez sito, a potem przez gazę (wychwycimy wszystkie ości i niepotrzebne śmieci). Wyjętą z wywaru marchewkę kroimy w krążki i układamy w salaterce, dodajemy niezbyt mocno posiekaną natkę z pietruszki, teraz ukladamy pulpeciki z ryby, a następnie zalewamy wywarem, do którego dodajemy uprzednio odpowiednia ilość żelatyny wołowej.
UWAGA! WAŻNE!
Jeżeli wasze mięsko na pulpeciki było surowe, to wywar do zalania musi być wrzący, jeżeli zaś było gotowane, może być przestudzony. Czekamy aż się galareta zetnie, potem na noc do lodówki, a następnego dnia - PYCHOTA!!! Podawać z cytrynką.
Przepis NR2. - Ucha, czyli najlepsza na świecie zupa rybna:
Na stępie wyjaśnię, ze gatunki ryb uzytych w tym przepisie nie są ścisle określone, a ja podaję moj ulubiony skład. Ważne jest aby wywaru nie gotować na jednym gatunku ryb.
Drobnica: małe jazie, ujklejki, płotki, karaski, okonki po wypatroszeniu wrzucamy do garnka z woda i gotujemy wywar rybny ( pamiętamy o warzywach). W czasie pyrkania rosołu zajmujemy się dwiema większymi sztukami rybek, moze to byc leszcz i szcupak albo sam szczupak , byle spory. Należy go sprawić, umyć, wyfiletować i odłozyc na bok, a resztki z filetowania - do wywaru. Kiedy wywar jest gotów, łyżką cedzakową wyławiamy marchewkę, pietruszkę o raz inne warzywa i odkladamy na bok. Teraz wywar cedzimy przez sito i gazę. Po przecedzeniu stawiamy na ogień ale bardzo mały, tak ze ledwie mruga. Z ugotowanych warzyw wybieramy te, ktore lubimy i wkrajamy do wywaru (ja dodaję wszystkie). Dodajemy sprawioną dużą sztukę (filety najlepiej jest podzielić w poprzeg na pół). Czekamy az duża sztuka się ugotuje - zwykle około 10 do 15 minut. Doprawiamy zupę do smaku solą i pieprzem. Można podawać w asyście śmietany, ale dla mnie najlepsza jest bulionowa, a do tego swieże pieczywo. WAŻNE! Zupa powinna być dośc ostra.
August 26, 2008 9:48 am 83.17.47.182 | 
|
 | autor - marcin napisał: Dwa słowa uzupełnienia.
Przepis NR1. - do pulpecików dodajemy, naturalnie, jajko.
Przepis NR2. - gotowa zupkę dekorujemy sporą ilością swiezej natki z pietruszki.
August 26, 2008 10:00 am 83.17.47.182 | 
|
 | autor - Krzysztof napisał: Super te przepisy!!! Ale myślę, że będzie więcej takich smakowitych przepisików na rybki szczególnie na lina i szczupaka
October 17, 2008 8:24 pm 83.20.172.249 | 
|
 | autor - pilot napisał: Witam... i Pozdrawiam...
No fajne te przyrządzane-o różnych kompozycjach i zestawach-dania ze złowionych i przyrządzonych przez Was ryb...
Ale--jak ta chora gospodarka rybostanu tak dalejjj potoczy się-to FAKTY o smacznych rybkach-i ich daniach-pozostaną dla potomnych mitem...Smacznego.
wędkarz...
November 30, 2008 9:23 pm 81.75.241.249 | 
|
 | autor - MIRAS napisał:
Mogą być płocie zmiel dodaj bułkę,jajko przyprawy jak do mielonych
uformuj w kształcie kulek, usmaż.To wszystko ułóż w słoiku zrób
zalewę octową jak do grzybów.Zalej słoik zakręć i spróbuj za tydzień.
Sam miód.
December 18, 2008 11:26 am 83.29.254.177 | 
|
|
Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.
>>GÓRA<<
|
 |
|
 Wędkoholik POLECA




Ratujmy Szczupaka
Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu.
Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC.
Nie bądźcie obojętni na sprawę

Ratujmy Ryby
W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje
rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by
przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.

Karpiowanie
W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem
karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie.
Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.

Nowości na stronie
Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie,
zajrzyj tu.

Lake Fishing Club
We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski.
Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >
|
|
 |